Navigation Menu+

Węgierskie żółte arbuzy

Posted on Gru 4, 2016 by in Wyprawa na Bałkany | 1 comment

gigantyczne_minionki_przy_drodze

Dalsza podróż w czasie, powitanie pirotechnika oraz polscy wymiatacze ludowi. Let’s dance!

 

Ale zanim Wasz wzrok zacznie tańczyć z  moimi literkami, to może trochę dobrej muzy puszczę! Pamiętajcie, dobra muzyka to taka, która nie puszcza się sama! 😉
Żart, dopiero na koniec powiem Wam co to dla mnie znaczy dobra muza, a teraz jej próbka:

 

 

A wracając do Węgier…

Zatrzymany w czasie krajobraz

Przed nami tylko 250 km drogi. Google mówi, że podróż potrwa trzy godziny. Google może i by to tyle zajęło, ono widocznie ma jakiś swój osobny pas gdy jeździ. Niestety my zostawiliśmy nasz w domu i już domyślamy się, że  wyjdzie z tego co najmniej pięć godzin. Oczywiście mamy rację.
Jesteśmy naznaczeni upałem poprzednich dni, jednak nadal starcza nam determinacji aby jeździć mniejszymi drogami, niż wybierać rzekomo szybsze autostrady. Te są w każdym kraju takie same i nic ciekawego nie pokazują. Ot kawał asfaltu. Na około hektary pól, jakiś McDonald z darmowym wifi, na płocie co parę kilometrów przyczepiony jastrząb. Gdyby nie jechało się nimi „tak wolno” można by było przyrównać to do tunelu czasoprzestrzennego. Zaczynam w punkcie A, kończę w B, po drodze nie było nic. A my nie po nic tu przyjechaliśmy! Drogi krajowe zatem! Głównie to sprawia, że czas przejazdu się wydłuża. Mapa zdaje się jednak nie przejmować takimi drobnostkami szacując go i dostajemy 2 godziny prażenia się na słońcu ponad plan. Autostrad unikamy, ale nie jesteśmy żadnymi ulicznymi masochistami. Drogi na mapie wybieramy czerwone z dwoma cyferkami, tak żeby jednak posuwać się do przodu. Te żółte z trzema po prostu same nas znajdują… Po raz kolejny zanurzamy się w żółtozielonym krajobrazie tej części Węgier. Miejscami jest on dziurawy jak ser, bo dzięki paru moim przeoczeniom, ostatecznie stanowią go dla nas wiejskie drogi. Mamy czasem wrażenie, że mogą się one skończyć za kolejnym skrzyżowaniem. Asfalty jednak uparcie ciągną się dalej i prowadzą nas strudzenie w głąb Węgierskiej wsi.

Tu furmanka zaprzęgnięta w konia, tam osioł stoi okoniem na poboczu. Wielkie stado małych krów wypasa się na pobliskiej łące, w dole nieopodal rozlanego strumienia. Mijani ludzie mają spokój wypalony słońcem na swych twarzach, nigdzie się nie spieszą. My też nie chcemy się spieszyć. Chcemy się nacieszyć tymi widokami, już chyba nie widywanymi w Polsce (przynajmniej nie w mieście). Po jakimś czasie jednak pragniemy aby droga wreszcie się skończyła, bo gotujemy się żywcem. Na szczęście naszą uwagę odwraca kolejna rzecz z jaką od teraz będą kojarzyć się nam Węgry – arbuzy. Nigdzie nie widać ich upraw, ale pobocza co kawałek obstawione są straganami oferującymi tę słodką wodę w kulce. Kiedy kątem oka zauważamy na jednym z nich żółte ich wydanie, już wiemy, że oznacza to bardzo przyjemną przerwę.

zolte_arbuzy_na_stole

Arbuz był wyśmienity jednak nieco dziwne było to, że żółty niczym nie różnił się od czerwonego. Chwilowo zmartwychwstani ruszamy dalej.

 

Węgierski ciąg dalszy przyniesie Wam Mikołaj w nocy i znajdziecie go tu rano 7.12.2016 (ten ciąg, nie Mikołaja). Nie spóźnijcie się bo jeszcze ktoś Wam zakosi!

 

Scena po napisach.

A teraz serio o muzie. Co to znaczy dla mnie „dobra muzyka”. To taka co potrafi mnie unieść 10cm nad ziemię gdy idę chodnikiem i mam ją na uszach. I ten tekst…  przekazu dobrej piosenki nie da się zrozumieć przy pierwszy słuchaniu, ani przy dziesiątym… Mam też dużo więcej preferencji, ale tak na prawdę to dla każdego dobra muza to coś innego i fajnie ujął to Chris Martin z Coldplay w jednym kozackim wywiadzie. Generalnie to muzyka ma Ci sprawiać radość, jakąkolwiek drogę do tej radości dzięki muzyce sobie wymyślisz 😉

Jedna z naszych muzycznych dróg do radości na przykład, będzie prowadziła w przyszłe wakacje do Gdańska. Coldplay na żywo, yeah! 😉

PS. Podoba się? Kliknij w udostępnij i pomóż mi się rozwijać 😉

Wpis poprzedni
Wpis kolejny

1 Comment

  1. Żółte arbuza jak sloneczniki wan goga 🍉🍉

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close