Navigation Menu+

Węgry po raz ostatni

Posted on Gru 21, 2016 by in Wyprawa na Bałkany | 3 comments

W tym roku oczywiście, bo w Węgrzech się zakochaliśmy! A wiecie czemu? Przeczytajcie! Co jakiś czas pytacie nas gdzie pojedziemy na kolejną wyprawę i wiecie co? Tak mnie właśnie naszło, że tyle super miejsc odwiedziliśmy podczas bałkańskiej przygody, a drugie (sto razy tyle) ominęliśmy że chyba ponownie tam się wybierzemy...  

No ale na razie jesteśmy tu, czyli na Węgrzech po raz pierwszy, a według nagłówka równocześnie po raz ostatni - w tym sezonie 😉

  Dziś w końcu kupiłem mój pisarski sprzęt, czyli notesik z długopisem i mogę poczuć się jak Hunter Thompson w Las Vegas Parano ;D Z tą tylko różnicą, że my do naszej dobrej jazdy nie potrzebujemy walizki wypełnionej imponującą kolekcją substancji odurzających. Póki co, to czuję się jak w Las Vegas Parno – bo wychodząc z klimatyzowanego sklepu dostałem w twarz tak ciężką masą gorącego i ciężkiego powietrza, że myślałem, że w nim utonę. Btw, wiedzieliście, że to jest głos Johnego Deppa? ;D Z tegoż właśnie filmu.   warsztat_pisarski_blogA tu sweet focia mojego warsztatu pisarskiego już po powrocie. Żebyście nie myśleli, że blog sam się pisze 😉   Polscy wymiatacze ludowi Szeged ostatecznie okazał się bardzo ładnym miastem z ciekawo zaaranżowaną starówką i majestatycznie przecinającą ten gród rzeką. Ta aktualnie nieco podeschnięta, potrafiła już w przeszłości zatopić miasto do poziomu kataklizmu. Jest nawet pomnik upamiętniający ofiary  (jednej z) powodzi oraz państwa, które naówczas pomogły w odbudowie miasta. wegry_seged_wycieczka-4 Niestety Polski z jakichś powodów nie ma wśród nich. Może dlatego, że jesteśmy stale zajęci własnymi odbudowami po byciu burzonym przez innych lub przez samych siebie. Ostatecznie jednak coś polskiego w Szeged dało się znaleźć oprócz nas dwoje i motocykla. Pierwszym była grupa tancerzy ludowych z Poznania, która prezentowała swoje umiejętności i naszą tradycję podczas pokazów na rynku. Zwykle nie kręcą mnie takie klimaty, jednak jakby się zastanowił to niestety często zapominamy lub w ogóle nie znamy naszej historii i wartościach jakich powinna ona nas nauczyć (a za jakie ginęli nasi przodkowie), więc czasem warto się nad nią zastanowić. Skłoniony tą refleksją całkiem fajnie się bawiłem obserwując polskich wymiataczy ludowych 😉 wegry_seged_wycieczka-2 Podczas zwiedzania natknęliśmy się również na polską ulicę 😉 wegry_seged_wycieczka-12     A teraz z racji, że to ostatni przed Świętami wpis, kolęda: (Nie) cicha noc, sucha noc Budzimy się z kocem zepchniętym gdzieś w róg łóżka. W gardle czuję całą skumulowaną suchość kawałów Karola Strasburgera, a koszulka klei mi się do ciała. Kolejna noc na Węgrzech mogąca równie dobrze być jedną z nocy w Tajlandii. Jest niesamowicie gorąco, a powietrze zdaje się być tak gęste i wilgotne, że do oddychania niedługo potrzebne będą skrzela. Do tego to okno. Najpierw otwarte dla przewiewu, w nocy zamknięte bo woleliśmy się powoli dusić niż co 10 minut być budzonym przez trzaski drzwi, które się nie domykały. Nie mogę pojąć, że przy takim wietrze na zewnątrz było u nas tak gorąco. Na szczęście wraz z porankiem przychodzi odrobina przyjemnego chłodu. Norbert wyszedł już dawno do pracy. Dobrze jest wiedzieć, że gdy my nieświadomi zagrożeń dzisiejszego świata spokojnie śpimy, tam, gdzieś jest ktoś, kto zawsze stoi na straży kukurydzy (patrz tu).   Odjazd Jemy śniadanie i wraz z Sobim schodzimy do motocykla wraz z całym naszym majdanem. Z Seged wyjeżdżamy ze słodko gorzkimi minami, bardzo polubiliśmy Węgry, a już musimy je opuścić. I tak dobrze, że jest czym wyjechać. W nocy był taki wiatr, że obawiałem się rano znaleźć motocykl przywalony  konarem lub jakimś innym latającym czymś. Na szczęście nic takiego się nie stało. Tak więc przygoda wzywa. Pewnie że się cieszymy, że jedziemy dalej. Czujemy już to dziwne mrowienie wewnątrz. Nowy kraj, kolejne nieznane. Sam nie wiem czy lubię to uczucie, ale cieszę się na ciąg dalszy naszej przygody. Z drugiej strony szkoda nam zostawiać już Węgry. Chłopaki wytwarzają wokół siebie naprawdę super atmosferę i ta zdaje się wibrować wszędzie naokoło. Dopiero co zdążyliśmy się tu zadomowić, ja właśnie opanowałem moje dziewięć słówek po węgiersku i co? To wszystko na marne? Jedziemy. Kto zgadnie czy dziś jest gorąco? Brawo dla Pani w pierwszym rzędzie, nie jest! Wygrywa Pani używaną choinkę zapachową z prawdziwego poloneza, proszę się nie rozłączać z bazą.   A poniżej trochę fotek ze zwiedzania:  

Do zobaczenia po Świętach! Samych najlepszości Wam życzę! I tego, żebyście po Świętach do mnie wrócili ;p

 

A wtedy razem odwiedzimy Rumunię!

Poprzedni wpis tu.   Udostępnij na FB jeśli się podobało 😉 Dzięx!

3 komentarze

  1. To zadziwiające i bardzo pozytywne, że Węgry zdołały Was tak zafascynować. Potwierdza to moją hipotezę, że potrzeba po prostu odrobina więcej czasu i kontaktu z lokalnymi, aby odkryć uroki każdego miejsca. Po naszej bałkańskiej wyprawie, nam się Węgry kojarzą z ciągnącymi połaciami kukurydzy i prostymi jak drut drogami. Podobnie jak nasze polskie niziny. Ale nawet jedna mała sytuacja, w której zablokowali kluczową drogę i po długim błądzeniu w końcu weszliśmy w interakcję z mieszkańcami, udowodniła, że ludzie są tam bardzo życzliwi, serdeczni, zabawni. Wiedzieliśmy, że przy dłuższym tam pobycie też byśmy inaczej zapamiętali ten kraj. No ale Rumunia… tam byliśmy dłużej i nas urzekła. Ciekawa jestem Waszych wrażeń, więc czekam czekam! 😉

    • Hah a ja kukurydzy nie widziałem nawet grama! Tylko słoneczniki i rżysko na polach oraz arbuzy przy drogach 😉
      Chyba trzeba też szczęścia po prostu. Można trafić w jedną z miliona sytuacji, gdzie wmieszanych będzie ktoś z miliona osób i jakiś z miliona wątków pobocznych – czasem trafisz lepiej, czasem średnio a czasem gorzej, a to było to samo miejsce zawsze. Ważne aby mieć jak najwięcej punktów styczności z danym miejscem, wspomniani przez Ciebie mieszkańcy to akurat mój ulubiony 😉

      Ze wspomnianego przez Ciebie powodu i moich wcześniejszym przemyśleń, mam świadomość, że pisanie jakichkolwiek relacji to wbrew pozorom dość duża odpowiedzialność i zadanie naznaczone większym bądź mniejszym błędem poznawczym… Wystarczy, że jedni z nas poznali miasto z perspektywy “gorszej dzielnicy” i już całe dla nich takie będzie, także w ich relacjach, a co za tym idzie dla ich Czytelników również. Widzieli tylko 3% całości, krok dalej była już ładna i przyjazna metropolia, ale autor i odbiorca mają już swój obraz “złego miasta”. Drudzy widzieli 4 perełki architektury i dla nich miasto jest światową stolicą kultury. Co z tego, że dalej wygląda jak Gotham z Batmana, oni tego nie widzieli i nie przekazali dalej. Ktoś poznał fajnych lub słabych ludzi i przenosi to wrażenie na to co kraj daje ” na co dzień” itp. Trzeba po prostu czerpać z różnych źródeł i samemu weryfikować 😉 My z Węgrami czuliśmy się jakoś bardziej związani zanim jeszcze tam wjechaliśmy, to też na pewno ukształtowało w pewnym stopniu naszą obserwację 😉

      A Rumunia też nas kupiła! Już niedługo opowiem jak to zrobiła 😉

      • Ach oczywiście, że słoneczniki! Widzisz, ja tu na świeżo po Nebraskach i Dakotach i mi w głowie nadal te kukurydziane pola szeleszczą 😛 Co do reszty zgadzam się, jest tak jak piszesz! Czekam na Rumunię, pozdro!

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *